Wystąpienie: Katarzyna Sójka
PiS 20.10.2026, godz. 13:59, 67. posiedzenie Sejmu, Poseł
Punkt porządku dziennego: Sprawozdanie Komisji Zdrowia o rządowym projekcie ustawy o zmianie ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz niektórych innych ustaw (druki nr 3157 i 3193).
Bardzo dziękuję.
Szanowna Pani Marszałek! W imieniu Klubu Parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość chciałabym przedstawić nasze stanowisko wobec projektu z druku nr 3157. Są ustawy, szanowni państwo, które rozwiązują problemy, ale są też takie, które mają przede wszystkim sprawiać wrażenie, że ktoś próbuje te problemy rozwiązać. Niestety procedowany dzisiaj projekt rządu Donalda Tuska niebezpiecznie zbliża się do tej drugiej kategorii.
Pacjent absolutnie ma prawo oczekiwać, że lekarz będzie obecny przy jego łóżku, a pieniądze przeznaczone na leczenie zostaną uczciwie rozliczone. Dlatego tak, potrzebujemy skutecznej kontroli czasu pracy i zdecydowanej reakcji na fikcyjne świadczenia. Ale rząd odpowiada taką ustawą, której skutki mogą być zupełnie inne. Bo jeżeli rzeczywiście chcemy walczyć z patologią w ochronie zdrowia, to musimy zacząć od uczciwego rozliczania czasu pracy, skutecznego nadzoru, przejrzystych umów i odpowiedzialności osób zarządzających szpitalami. Tymczasem rząd proponuje nam przede wszystkim administracyjne limity wynagrodzeń, ograniczenia zatrudnienia i przepisy, które mogą niesprawiedliwie uderzyć również w tych medyków, którzy uczciwie wykonują swoją pracę.
Nie mylmy, szanowni państwo, walki z patologią z walką z całym środowiskiem medycznym. Prawo powinno ścigać nieprawidłowości, a nie zastąpować kontrolę jakąś tabelą wynagrodzeń. Powinno karać za fikcyjne rozliczenia, a nie tworzyć mechanizmy, które ograniczą możliwości zarobkowania. Rząd przedstawia ten projekt jako receptę na nadmierne wynagrodzenia, jakiś niekontrolowany czas pracy. Ale gdzie jest rzetelna analiza skutków tych rozwiązań? Gdzie są wyliczenia pokazujące, ile oddziałów będzie w stanie utrzymać obsadę? Ilu specjalistów może odejść do sektora prywatnego? Jak te nowe ograniczenia wpłyną na dostępność świadczeń w mniejszych miejscowościach?
Limit wynagrodzenia nie stworzy ani jednego nowego lekarza. Nie otworzy zamkniętego oddziału, nie skróci kolejki do specjalisty, a przede wszystkim nie zapewni płynności finansowej i prawidłowej regulacji ze strony Narodowego Funduszu Zdrowia. Może za to sprawić, że lekarz, którego dziś brakuje w szpitalu powiatowym, jutro wybierze placówkę prywatną. A wtedy pacjent usłyszy, że państwo zaoszczędziło na wynagrodzeniu, ale nie ma już w publicznym systemie ochrony zdrowia komu leczyć.
Projekt ten budzi również fundamentalne zastrzeżenia prawne. Krytycy wskazują na ryzyko naruszenia standardów Kodeksu pracy i Kodeksu cywilnego, a także na ograniczenie podstawowej ochrony pracowniczej. Mowa m.in. o ochronie przed wypowiedzeniem umowy w szczególnych sytuacjach, uprawnieniach związków zawodowych oraz skutkach niedostosowania obowiązującej regulacji płacowej do tych nowych limitów. Jeżeli w imię porządkowania wynagrodzeń tworzymy przepisy, które osłabiają gwarancje pracownicze, to należy zadać pytanie: Czy rzeczywiście porządkujemy system, czy po prostu przerzucamy koszty i ryzyko na pracowników?
Ten projekt można nazwać prawnie ryzykowną hybrydą: próbuje on jednocześnie regulować różne modele zatrudnienia, ingerować w zasady wynagradzania i ograniczać swobodę organizacji pracy, nie dając przekonującej odpowiedzi na wszystkie konsekwencje tych działań. I jeszcze jedno: jeżeli sufit wynagrodzeń stanie się podłogą dla całego systemu, to zapłacą za to nie politycy, tylko pacjenci.
Nie sposób też pominąć kontekstu politycznego. Sprawa pana Dawida K., lekarza z Koalicji Obywatelskiej, i nieprawidłowości dotyczących rozliczeń w Warszawskim Szpitalu Południowym pokazała, jak poważne mogą być problemy z kontrolą czasu pracy, dokumentacją i nadzorem nad publicznymi pieniędzmi. W tej sprawie prowadzone jest postępowanie prokuratorskie. Oczywiście nie przesądzamy winy. Od tego jest prokuratura i sąd. Ale właśnie dlatego pytamy rządzących: Gdzie były mechanizmy kontroli, kto odpowiadał za nadzór nad tym zatrudnieniem i dlaczego system nie zadziałał odpowiednio wcześnie? I czy dzisiejszy projekt jest rzeczywiście przemyślaną reformą, czy raczej polityczną odpowiedzią na kryzys wizerunkowy, która ma pokazać opinii publicznej, że rząd coś robi? Bo istnieje zasadnicza różnica między usunięciem przyczyny problemu a przykryciem problemu nową ustawą. Nie można wykluczyć wrażenia, że zamiast rozliczyć konkretne zaniedbania, rząd woli ogłosić wielką reformę, która dobrze wygląda w nagłówkach.
Szanowni Państwo! Prawo i Sprawiedliwość nie broni patologicznych zarobków, nie broni fikcyjnych dyżurów, nieprawidłowych rozliczeń ani marnowania publicznych pieniędzy. Bronimy zasady, że publiczne środki trzeba kontrolować skutecznie, a odpowiedzialność musi być realna. Ale nie zgodzimy się na to, by pod hasłem walki z nadużyciami tworzyć prowizoryczne rozwiązania, które mogą osłabić ochronę pracowniczą, pogłębić problemy kadrowe, zagrozić funkcjonowaniu szpitali i przesunąć poszukujących pacjentów do prywatnej ochrony zdrowia. Państwo nie może być silne wobec uczciwego lekarza (Dzwonek), a bezradne wobec nieprawidłowości.
Szanowni Państwo! Również składamy poprawkę. Poprawka ta ma zapobiegać uznaniowemu podnoszeniu wynagrodzeń, co również w wybranych sobie wyjątkach rząd w tej ustawie zabezpieczył. Dziękuję bardzo. (Oklaski)
W tej sprawie
Rządowy projekt ustawy o zmianie ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz niektórych innych ustaw (druki nr 3157, 3193)
Zapis w stenogramie Sejmu (otwiera się w nowej karcie)Transmisja (ok. godz. 13:59) (otwiera się w nowej karcie)
Skąd są te dane?
Źródło: System Informacyjny Sejmu, stan danych: 02.11.2026 16:35
Zdjęcie: fot. Kancelaria Sejmu
